- Spróbujcie uchwycić myśl.
Słowa pana Ducita zawisły w powietrzu skutecznie uciszając zebranych w klasie uczniów.
- Jak uchwycić myśl? - Wysoki, bardzo szczupły, wręcz cherlawy mężczyzna, który pozalekcyjnie prowadził zajęcia z pisarstwa a prywatnie nauczyciel polskiego, tym chwytaniem myśli zaczynał większość swoich lekcji.
- Piórem. - Odparliśmy niewielkim i cichym chórem. Dla większości obecnych były to pierwsze takie zajęcia, ale niektórzy byli stałymi bywalcami, więc doskonale znali odpowiedzi na stałe pytania nauczyciela.
Była nas równa dziesiątka, kreatywnych, lekko znudzonych i zmęczonych licealistów.
Wśród nich ja. Dość wysoka, dość niska, nie do końca otwarta, ale nie nieśmiała, ni to ładna, ni to brzydka. Ale na pewno kreatywna, lekko znudzona i zmęczona.
- Dokładnie. - Powiedział pan Ducit ze zwyczajnym dla niego, niezdrowym według mnie, entuzjazmem.
- Jesteśmy tu by uchwycić wasze myśli zamienić je na słowa, które zapiszecie na kartkach papieru. - Zrobił przerwę na firmowy uśmiech i kontynuował - Są to pierwsze zajęcia w tym roki szkolnym, więc chciałbym powitać pierwszoklasistów, którzy jakimś cudem się tutaj znaleźli i pozdrawiam wszystkich pozostałych. W tym semestrze...
Zaczął wymieniać plany na najbliższe zajęcia, jak co roku a ja zaczęłam odpływać.
Uwielbiałam zajęcia pana Ducita, były dla mnie światełkiem w ponurym tunelu, którym była szkoła, ale nie dzisiaj. Właśnie kończył się pierwszy tydzień nowego roku szkolnego i delikatnie ujmując, byłam niewyspana i na lekkim wakacyjnym kacu, związanym z ponownym, przymusowym zamknięciem w tym pomurym budynku.
Chodzę do drugiej klasy liceum ogólnokształcącego i właśnie powinnam zacząć myśleć o swojej przyszłości, ale jakoś nie miałam do tego głowy. Matura, dorosłość i samodzielne życie są dla mnie mroczną abstrakcją.
Z zamyślenia wyrwało mnie nagłe milczenie nauczyciela. Podniosłam głowę i spojrzałam w tym samym kierunku co wszyscy.
W drzwiach stał Logan Łucki.
- Przepraszam za spóźnienie. - Powiedział lekko sapiąc.
- Oby to był ostatni raz, panie Łucki. - Mrugnął do niego Ducit. - Zajmij miejsce.
Ku mojemu zdziwieniu chłopak podszedł do mojej ławki.
- Wolne? - zapytał patrząc na miejsce obok mnie.
Pokiwałam głową a on usiadł.
To nie tak, że byłam jakimś społecznym odludkiem. Po prostu moja znajomość z Loganem ograniczała się do "Hej" gdy mijaliśmy się na korytarzu lub ulicy.
Należał do osób, które wolą nie patrzeć, więc nie spodziewałam się, że spośród tylu wolnych miejsc wybierze to obok mnie.
W moim świecie ludzie są podzieleni na dwie kategorie; ci, co ignorują i ci, co gapią się za bardzo. Nie ma nic pomiędzy.
Trzy lata temu miałam bardzo specyficzny wypadek. Wypadek, który policja nazwała znęcaniem się, ze szczególnym okrucieństwem.
Przed wypadkiem bardzo burzliwie przechodziłam okres buntu. Krzyki, fochy, chamskie odzywki, na porządku dziennym. Jednemu panu się to nie spodobało i postanowił utemperować mój charakter.
Fakt, że był psychopatą, który lubił bawić się scyzorykiem na moim ciele, nie polepszał sytuacji, w której się znalazłam.
Ale to było dawno temu. Dzięki specjalistom i bliskim jestem dzisiaj na prostej.
Jedyną pamiątką, widoczną na pierwszy rzut oka zwykłego człowieka mijanego na ulicy, jest blizna na twarzy.
Jedni ją ignorują, drudzy się w nią wgapiają.
- Ominęło mnie coś ważnego? - Zapytał Logan szeptem.
- Tylko gadanie filozofa. - Odparłam obojętnie. Pokiwał głową ze zrozumieniem, dyskusję uznałam za zamkniętą.
Chodził do innej klasy, znaliśmy się tylko dzięki tym zajęciom i nigdy nie wykazywał chęci poznania mnie w jakikolwiek inny sposób.
Był jednym z tych wiecznie uśmiechniętych ludzi, którzy są znani, ale nie popularni. Wszyscy wiedzieli, że Logan jest w porządku, ale do prawdziwego "fejmu" brakowało mu wyglądu typowego przystojniaka.
Nie odzywaliśmy się przez resztę zajęć, ale zaraz po dzwonku zapytał:
- Chodzisz na te zajęcia po to, żeby podszkolić się do matury, czy z pasji?
Spojrzałam na niego zdziwiona nagłym zainteresowaniem.
- Pisanie to moja ucieczka przed niechcianymi myślami. - Odpowiedziałam powoli, uważając by nie zdradzić za dużo.
Pokiwał głową ze zrozumieniem.
"Tak na prawdę nie rozumiesz." Pomyślałam, ale uszanowałam to, że chciał być miły.
Przewiesiłam torbę z książkami i pożegnałam się.
Wracając do domu wpadłam na pomysł, że może chodziło mu o coś więcej. Chciał zapytać, ale w końcu się wycofał? Albo może robił podchody w jakimś konkretnym celu? Lecz kiedy weszłam do domu wszystkie te myśli wyleciały mi z głowy.
- Jak w szkole? - Zapytała mama kiedy tylko przekroczyłam próg.
- W porządku. - Odparłam, tak jak zwykle.
Niedługo po wypadku bardzo zbliżyłam się z rodzicami, ale im więcej czasu od niego mijało tym bardziej się oddalaliśmy. Zyskałam nowe spojrzenie na świat, którego, pomimo dobrych chęci, oni nie rozumieli.
Dużo w życiu przeszli, ci moi rodzice. Podziwiałam ich za to, że dali radę. Nie wiem czy ja bym temu wszystkiemu podołała. Czasem wydaje mi się, że mój "wypadek" odcisnął na nich większe piętno niż na mnie. A na mnie odcisnął bardzo wyraźnie.
Zjadłyśmy obiad nie zamieniając wielu słów a potem poszłam do swojego pokoju. Zajęcie się swoimi sprawami, jutrzejszą szkołą i użalaniem się nad swoim życiem zajęło mi całe popołudnie.
Myślałam o tym, jak trudno było mi ogarnąć życie przed wypadkiem i jak błache to wydawało się teraz. Miałam piętnaście lat, dużo obowiązków, pretensji, niezużytej energii i chęci zabawy. Uważałam, że jestem nierozumiana przez społeczeństwo, że wymagają ode mnie ponad możliwości. Przytłaczała mnie szkoła, nauka, której nie umiałam sprostać, kłótnie rodziców i zwykłe nastoletnie problemy.
Kto nie przeżywał takich chwil?
Parę minut po 19 wrócił tata. Jak zwykle zmęczony, z dużymi cieniami pod oczami. Dużo pracował i mało sypiał. Dręczył go świat i przeszłość.
Od kiedy nasza rodzinna pani psycholog odkryła, że jest uzależniony od środków nasennych i został zmuszony do ich odstawienia stał się podobny do zombiaka.
Jak widać moje życie nie jest porywające, ale ma czasem jasne strony. Chcecie o nich poczytać?
Jeśli tak, to nazywam się Amelia Wróbel i opowiem wam moją historię.
~~~
Witam :)
Chciałam wam podziękować za przeczytanie prologu i zachęcić do czytania dalej tego opowiadania.
Jest to historia, której początek kiedyś mi się przyśnił. Pełna będzie refleksji, moich własnych wspomnień wplecionych w fabułę i moich, życiowych i nudnych problemów, nie związanych z "wypadkiem" Amelki.
Chcętnych zapraszam dalej :)